niedziela, 15 listopada 2009

Projekt...


Wracam sobie spokojnie w sobotni wieczór z gór. Czekam na tramwaj do domu i czytam co tam na bilbordzie - takim koło przystanku. I tak: projekt .., projekt .., projekt... Nawet Schubert, mimo że pod ziemią od lat, bierze udział w jakimś projekcie. Nie wiem o co chodzi. Jest przecież tyle innych fajnych słów. Prospekt, makieta . Możemy też wejść w szczegóły: elewacja Wagner, rzut Penderecki, itp. Humaniści mają jakieś techniczne kompleksy? Pewnie przez brak matury z matematyki. Ale teraz to się zmieni i może znikną te brednie z ulic. Pozdrawiam. Hiper paraboloida cięta stożkiem Ryłko.

3 komentarze:

Bane pisze...

Też nie lubię nadużywania tego słowa, zwłaszcza że projekt jest z definicji czymś niedokończonym.

Ryłko pisze...

No niby w przypadku muzyki to ma sens bo każdy koncert jest inny i tak naprawdę nie widać końca. Nadużywanie mnie denerwuje. Pozdrawiam. Projekt sen.

bartgoly pisze...

To kwestia kalki z angielszczyzny. Po polsku, projekt, tak rozumiany, to po prostu przedsięwzięcie. Być może niechęć do używania tego słowa na bilboardzie wynika z oszczędności?;)