środa, 11 sierpnia 2010

Lincz

Jak leżę na łące i patrzę w niebo to nie KRZYŻuję już nóg w obawie, że jakiś obrońca KRZYŻa czyha za krzakiem żeby mnie niewiernego przyłapać na profanacji i uKRZYŻować. I kiedy tak na wznak wypoczywam - z kończynami ułożonymi równolegle do mojego ciała – zastanawiam się co mam myśleć o np. Grunwaldzie? W 1410 laliśmy tych z KRZYŻem na piersi bez litości. Nie jeden miecz, w końcu też KRZYŻ, spadł na KRZYŻacką pierś w obronie i w imię tego prawdziwego KRZYŻa. Każdy w końcu miał własny KRZYŻ i o ten KRZYŻ walczył. My o swój, KRZYŻacy o swój. Przez wieki niejeden dostał przez KRZYŻe w imię KRZYŻa. I ten proceder trwa do dziś. Kiedy myślę o KRZYŻu – widzę awanturę i przepychanki. Czyli czego symbolem jest KRZYŻ? Wiecznej wojny? I co z pająkiem KRZYŻakiem? Bronić czy nie?

3 komentarze:

magenta pisze...

Należy także bronić Krzyża Południa, o którym się czemuś zapomina i wyświęcić wszystkie skrzyżowania. Ronda powinny zostać zakazane jako szatańskie.
Łupanie w krzyżu powinno się karać łamaniem kołem, krzyżowanie palców od uroku, no to wiadomo: próba wody i stos!
Muszę przyznać, że z pająkiem krzyżakiem sprawa nie jest prosta, bo i słuszny i niesłuszny zarazem, Może należy go traktować jak kota?
Oczywiście kota Schrödingera, a nie jedynego słusznego kota w tym kraju.

soniade pisze...

Zawszeć go można, panie-krzyżmem.
A jak nie krzyżmem, to bielmem.

Ryłko pisze...

Albo płazem, albo kotem jak wyskoczy…

Ja właśnie wrzuciłem na siebie włosienicę i przymierzam bicz. Średniowiecze wraca w wielkim stylu. Ciekawe co na to spece od mody.