piątek, 3 kwietnia 2009

Puszek, okruszek


Wdech. Lud się rusza. Byłem dzisiaj w parku na codziennym spacerku- jakieś trzy kilometry marszem + dymek. Biegają niemal wszyscy. Starzy, młodzi, kobiety, dzieci, tylko psy stoją i nie mogą się nadziwić co też ich właściciele wyrabiaj. To już nie jest ot takie sobie bieganie. Stopery, pomiary tętna, wymachy, no wszystko jest. Ja sam czułem się trochę nieswojo, kiedy wyciągnąłem szluga i odpaliłem. W tym samym momencie rącza emerytka w skłonie mignęła koło mnie z niemałym oburzeniem rysującym się na jej naznaczonym życiem pyszczku. I tak sobie myślę, że w samym ruchu nie ma nic złego, ale z głową. Bo kiedy widzę potężne cielska podskakujące na asfaltowych ścieżkach to wiem, że bliżej im do lekarza z uszkodzeniami stawów i nadwyrężeniami wszystkiego co tylko możliwe niż mnie paląco - maszerującemu . Proponowałbym zacząć od chodzenia, potem można biegać. Wydech.

6 komentarzy:

bartgoly pisze...

eee tam..brzuch trza zrzucić, a żeby brzuch zrzucić trza biegać. No i nie żryć tyle. Taki mam plan :)

Ryłko pisze...

Żeby zrzucić brzuch wystarczy robić brzuszki :D. A jak się chce biegać, szczególnie z dużą nadwagą, to lepiej maszerować. Efekt ten sam, a nie ma takich skutków ubocznych.

A lekki brzuch dla mnie jest oznaką dojrzałości, świadomości lwiej natury każdego samca. Kaloryferki są dla gejów :D

bartgoly pisze...

no brzuszki są ok, ale na przykład mnie łatwiej biegać niż trzaskać brzuszki- nie znoszę tego ćwiczenia.
Poza tym bieganie to świeże powietrze, wdech i wydech wspomniane,
no dobra...:)
kaloryfer w sumie fajna rzecz chociaż mam wrażenie, że bardziej się podobają facetom niż laskom- także Twoja teoria może być prawidłowa

Ryłko pisze...

No ja przy swojej wadze wole już brzuszki. Od biegania bola mnie plecy. Nawet jak biegam po trawie. Basen, rowerek, trochę ciężarów.

Pudding pisze...

hmm...wieczorny bieg do ulubionego sklepu bo za 3min go zamkną też się liczy? :)

Ryłko pisze...

No takie biegi najczęściej są za potrzebą :) Nie liczą się :D Chodziło mi raczej o dramatyczne próby schudnięcia po zimie obżartuchów.